//////

ETYCZNY CHARAKTER PROWADZENIA PROGRAMU

W programie, który posłużył nam za przykład, rolę dzieci sprowadzono do roli królików do­świadczalnych. W dodatku podczas przygotowy­wania programu, gdy wybierano do niego wiersze, młodzi poeci (nie ma tu żadnej wątpliwości) po­znali opinie Bieriestowa o ich twórczości… Wy­stąpienie więc poety nie było dla nich żadną atrakcją. Cóż więc miały robić? Jaka była ich rola? Pozostawało im tylko mniej lut- bardziej gorliwe słuchanie instrukcji.Nie ulega wątpliwości, że niepowodzenie pro­gramu nosi charakter etyczny. Stanowi wynik nie tyle naruszenia prawideł specyfiki telewizyjnej, co zasad telewizyjnego kodeksu moralnego.Poezja sama w sobie jest sprawą poważną, na­wet wówczas gdy wiersze piszą dwunastoletnie dzieci. Analiza pierwszych prób poetyckich przez doświadczonego poetę wymaga delikatności i tak­tu.

INNA INTERPRETACJA

Nawiasem mówiąc, można i inaczej interpreto­wać myśl przewodnią programu. Można założyć, że dzieci nie są w nim najważniejsze. Są tylko statystami, a wiersze ich służą jako odpowiednia ilustracja. Najważniejszy dla nas, widzów, jest Walenty Bieriestow, który wprowadza nas w taj­niki sztuki poetyckiej. Były i inne programy tego rodzaju. Artysta pla­styk na przykład prezentował obrazy, które dzieci nadesłały do telewizji, omawiając ich błędy z punktu widzenia warsztatowego. W innym pro­gramie poeta poddawał krytyce nadesłane przez debiutantów wiersze, lecz czynił to wyłącznie do kamery telewizyjnej. Do studia bowiem autorów nie zaproszono. Początkujący autor nie mógł po­czuć się urażony, albowiem nie on, lecz jego wiersz znajdował się pod obstrzałem krytyka.

DLACZEGO PROGRAM SIĘ NIE PODOBA?

Dlaczego nie podobał nam się program, w któ­rym każda część wzięta oddzielnie mogłaby za­służyć na pochwałę? Przypomnijcie sobie państwo tylko Bieriestow mówił przekonywająco i ze swobodą i gdyby swoją wypowiedź adresował wprost do kamery, zapewne wysłuchalibyśmy go z zainteresowaniem. Dzieci lubią poezję. Tego ro­dzaju rozmowa, zawierająca analizę ich wierszy, powinna je więc zaciekawić. Skąd bierze się ta obojętność? Bo gdzieś tu wyczuwa się „małe kłamstwo”. Wydaje mi się, że fałszywe było samo założenie tego programu.Bieriestow analizuje wiersze uczestników pro­gramu, młodocianych poetow. Dla kogo to czyni? Dla nich samych? Przecież jest to czynność nie­zwykle delikatna, mogąca urazić ambicję młode­go poety. Dlaczego więc to, co tak ważne jest dla każdego z uczestników zostało wystawione na pokaz? Przecież postawiło to dzieci w kłopotliwej sytuacji, a cały program sprowadziło do prymi­tywnego instruktażu.

REALIZATORZY PROGRAMU

Na razie opowiem o pewnym programie, który jak mi się wydaje, z naszego punktu widzenia jest dość charakterystyczny. Program, o którym mowa, wielu widzom wy­dał się zapewne całkiem znośny. I na mnie wy­warł początkowo pozytywne wrażenie dzięki swej bezpretensjonalności i szczerości. Nosił, zdaje mi się, tytuł Uczniowie piszą wiersze. Poeta Walen­tyn Bieriestow rozmawiał przed kamerami z ucz­niami, analizował ich wiersze, w ogćle mówił o  poezji.Młodych poetów w pionierskich chustkach usa­dowiono przy stoliku. Kamery ukazywały ich ze wszystkich stron. Zapewne w ten sposób reżyser pragnął podkreślić, że rozmowa toczy się wśród przyjaciół. Realizatorzy programu powierzyli rolę prowadzącego Bieriestowowi wiedząc, że jest o.n znakomitym gawędziarzem.

RÓŻNE POKOLENIA I ŚRODOWISKA

Przypadek powyższy przywodzi na myśl pewne spostrzeżenie. Nie może ono ujść niczyjej uwagi, nawet osoby sporadycznie oglądającej telewizję.’ Dlaczego ludzie, których oglądamy na naszym ekranie, są tak do siebie podobni i zawsze tak straszliwie skrępowani? I to niezależnie od tego. kogo widzimy na ekranie. Występują przecież przedstawiciele różnych zawodów. Różnych poko­leń. Różnych środowisk. Wreszcie ludzie różnych temperamentów. Dlaczego wszyscy oni — tak róż­ni od siebie — stają się do siebie tak podobni, gdy tylko przekroczą próg studia telewizyjnego? Czy powodem tego jest lęk przed kamerą? Za­pewne tak. A może poczucie odpowiedzialności wynikające ze świadomości, że oglądają ich mi­liony ludzi, tak ich do siebie upodabnia?

RANGA PUBLICZNEGO WYSTĄPIENIA

Najwidoczniej ranga wystąpienia publicznego zaważyła na tym, że młodzi specjaliści całkowicie zrezygnowali z ukazania więzi osobistej między sobą. Oczywiście w domu u siebie opowiadają przyjaciołom o swoich irackich wra­żeniach zupełnie inaczej. Mówią od siebie, w swoim imieniu, natomiast tu w studio wystę­pują jako przedstawiciele „rzeszy specjalistów ra­dzieckich, którzy pracują za granicą”. My, widzo­wie, wolelibyśmy jednak, aby występowali i jako małżeństwo…!  Jeśli są małżeństwem, dlaczego zachowują się tak, jakby się nie znali i rozmawiają w sposób jak najbardziej oficjalny? Telewizja wymaga prawdziwości zachowania się oraz prawdziwości sytuacji.

TELEWIZYJNY FAŁSZ

Fałsz polega na tym, że rozmawiający w studio młodzi lekarze — powtarzam: są małżeństwem — dosłownie ani razu nie popatrzyli na siebie, ni­czym „nie zdradzili się”, że się znają! Zachowy­wali się tak, jakby byli obcymi sobie ludźmi i znajdowali się w komisariacie milicji, gdzie spi­sują ich personalia. Fałsz w stosunkach między ludźmi, sztuczność, jaka wytworzyła się w studio, sprawia okropne wrażenie. To nie jest po prostu skrępowanie wynikłe z lęku przed kamerą. Prze­cież oboje z występujących czują się w studio swo­bodnie, mówią normalnie i rzeczowo, są całkowi­cie opanowani, nie widać po nich zdenerwowania.

SKONSTRUOWANY PROGRAM

Program skonstruowany jest w formie rozmowy. Mówią na przemian raz on, raz ona. Ilustrują swe wypowie­dzi fotografiami. Mówią o sprawach prostych i ludzkich. O tym, że początkowo ludność im nie dowierzała, że nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego lekarze radzieccy nie biorą za leczenie honora­riów.Jednym słowem, tekst dialogu, gdybyśmy roz­patrywali go oddzielnie, bez wątpienia, wydałby j się nam żywy i zajmujący.A jednak program okazał się nieciekawy i jakiś zbyt oficjalny. Nie udaje nam się nawiązać kontaktu z tymi, wydawałoby się, sympatycznymi młodymi ludźmi. W programie pobrzmiewa jakiś fałsz. Nie od razu udało mi się go odkryć.

PRZYSZŁOŚĆ TELEWIZYJNEGO REPORTAŻU

Być może w przyszłości telewizyjne reportaże będą nadawane bez prób i bez przygotowań. W tym widzę sens telewizji w ogóle. Zresztą dziś najlepsze telewizyjne programy dokumentalne są właśnie realizowane w ten sposób. Lecz skoro po­trzebna jest inscenizacja — niechaj będzie. Tylko nie wolno krygować się i udawać, że jej nie ma. Jest to (w swojej istocie) podobny dylemat do tego, który każe rozstrzygać — czytać czy mówić? Potrafisz mówić spokojnie, precyzyjnie:, od sie­bie — mów! Nie należy tylko wkuwać cudzych tekstów na pamięć…Jeszcze jeden przykład „małego kłamstwa”.Przed obiektywem kamery występuje w studio para radzieckich lekarzy, mąż i żona (tak ich nam przedstawiono). Mieszkali prawie rok w Iraku, lecząc miejscową ludność. Mogą nam więc zapew­ne wiele ciekawych rzeczy powiedzieć.

JASNE DLA KAŻDEGO

…Młoda dziennikarka trzymając w ręce mikro­fon przechodzi z jednego pokoju do drugiego. Przeprowadzana jest transmisja mająca pokazać, jak dzieci z pewnego podwórka spędzają wolny czas. Dziennikarka wprawnie przeprowadza roz­mowy z dziećmi. Najwyraźniej pragnąc nadać te­mu, co się dzieje, większą wiarygodność, reporter­ka przechodząc z pokoju do pokoju zapytuje dzie­ci: „Dokąd przejdziemy teraz?”Dość! Nieprawda!Chyba jasne jest dla każdego, że jej trasa zo­stała z góry ustalona, że odbyły się próby całego widowiska, zresztą po chwili, gdy dzięki tak „za­skakującemu chwytowi” znaleźliśmy się w po­mieszczeniu kółka dramatycznego, siami mogliśmy się o tym przekonać ujrzawszy dzieci zamarłe w bezruchu i oczekujące na sygnał włączenia się kamer…